Recenzja #21 TALK TALK “The Colour Of Spring”

TALK TALK „The Colour Of Spring” 1986 EMI

W oczekiwaniu na pierwsze prawdziwie  wiosenne promienie słońca… Ta zima, która mimo iż niemal bezśnieżna i nie taka znowu sroga, zadomowiła się u nas zdecydowanie za długo. Sądząc po ostatnich dokonaniach naszych skoczków narciarskich, chyba nawet im dała się już mocno we znaki (choć w skokach zespołowych trzymamy się nadal bardzo mocno)! Końcówka zimy jest zatem bardzo męcząca ale nie mniej męczące jest to wyczekiwanie na nadejście prawdziwej wiosny, a wraz z nią jej barw… Na szczęście jest nadzieja, że kiedy już przyjdzie ta prawdziwa i upragniona pora roku i spod ziemi wychyną pierwiosnki, a zaraz po nich żonkile (mam nadzieję, ze zachowałem odpowiednią kolejność, gdyż nie konsultowałem tego z małżonką), świat nabierze odpowiednich kolorów, a wraz z nim my ochoty do działania. Ale po co niecierpliwie czekać na nadejście tych kreowanych przez wyobraźnię i naturę impresji skoro już dzisiaj możemy się tam przenieść- wystarczy tylko pozwolić się porwać fantastycznym dźwiękom płynącym z cudownego albumu o jakże wiosennym tytule „The Colour Of Spring”, grupy TALK TALK.

TALK TALK należy bez wątpienia do najciekawszych i najoryginalniejszych zespołów  lat osiemdziesiątych XX w., tylko ilu młodych słuchaczy o tej zjawiskowej grupie dzisiaj słyszało? Zjawiskowej, gdyż ewidentnie rozwijała się w sposób nieprawdopodobny z płyty na płytę, eksperymentując i wydając fascynującą muzykę i robiąc to w zasadzie na przekór panującym wówczas modom i trendom. Album, który będzie nas zajmował, to bodaj najbardziej poetycki i romantyczny manifest ze wszystkich wydanych przez tę grupę. I chociaż „The Colour Of Spring” to dopiero trzecie regularne wydawnictwo tego zespołu (zespołu – należy dodać – kojarzonego w pierwszym etapie swojej działalności ze sceną new romantic), bez żadnej przesady można stwierdzić, iż już wówczas wyszedł daleko dalej poza granice szeroko rozumianego rocka. To dzieło od pierwszego do ostatniego dźwięku przemyślane w najdrobniejszych szczegółach. Na tym materiale zespół zaprezentował pełnię swoich umiejętności. Wszystkie, bez wyjątku kompozycje, oczarowują słuchacza niesłychaną muzyczną dojrzałością i dostojnością, wysmakowanymi i niezwykle rozbudowanymi aranżacjami, bogatym brzmieniem nasiąkniętym niespotykana dawką emocji!

Większości słuchaczy zespół TALK TALK kojarzy się z trzyosobowym składem – taki obraz zespołu utrwalił się dzięki  materiałom prasowym, taki też obraz wyłaniał się ze zdjęć zdobiących albumy TALK TALK, jednak za tą nazwą kryje się właściwie jedna osoba – osoba Marka Hollisa: muzyka,  kompozytora, autora tekstów ale nade wszystko niezwykłego wokalisty; który tylko pozornie śpiewał w sposób podobny do wielu swoich noworomantycznych rówieśników, bez śladu rockowej zadziorności, jeśli jednak przyjrzeć się jego barwie i sposobie interpretacji tekstów z szerszej, bo ujętej całościowo z punktu widzenia kompozycji perspektywy, dojrzymy  jak idealną harmonię i nierozerwalną całość tworzy on wraz z całą „muzyczną otuliną”; bez tego pierwiastka cała ta misternie tworzona kalejdoskopowa figura nie miała by racji bytu! To właśnie dzięki niemu, dzięki jego konsekwencji i muzycznej wizji zespołu zawdzięczamy tak wspaniały rozwój grupy. Prawdę powiedziawszy rewelacyjny był już wcześniejszy, pochodzący z 1984 roku album grupy zatytułowany „It’s My Life”, zaś ten omawiany „The Colour Of Spring” był / jest doskonały! Można powiedzieć, iż stanowi w prostej linii kontynuację  i rozwinięcie pomysłów poprzednika, ale kontynuację dźwigającą jego poziom w każdym aspekcie, i to zarówno jeśli idzie o sposób aranżacji, kunszt kompozytorski, sposób wykorzystania bogatego instrumentarium, wokalną interpretację, dojrzałość Marka Hollisa jako autora tekstów, na perfekcyjnie dopieszczonym brzmieniu całości i producenckiej biegłości kończąc! To wszystko tworzy niepowtarzalny konglomerat, niedostępny dla całych rzesz „uprawiaczy muzyki”.

Ta rubryka poświęcona jest muzyce, niemniej jednak w trakcie „obcowania” z albumem „The Colour Of Spring” pierwszym zmysłem jaki zostaje uaktywniony jest zmysł… wzroku. Intrygująca i nieszablonowa koperta w którą opakowano album wprowadza słuchacza w bardzo pozytywny nastrój jeszcze przed uruchomieniem mechanizmu odtwarzania płyt. Co dzieje się potem? Już otwierający całość „Happiness Is Easy” zadziwia bogactwem i mnogością wykorzystanych w nim perkusjonaliów za które odpowiadają zaproszeni goście (Phil Reis, Morris Pert, Martin Ditcham), do tego dochodzi kapitalny wręcz motyw z wykorzystaniem dziecięcego chóru, który wtóruje wokaliście, gdy ten próbuje nas przekonać, jak łatwo jest osiągnąć szczęście; dzieciaki podają proste sposoby jego osiągnięcia… Natrafimy tutaj także na piękną partię saksofonu. W ogóle na tym albumie udziela się naprawdę sporo zaproszonych gości – wspaniałych muzycznych osobowości, by wymienić tylko tych najbardziej rozpoznawalnych: Steve Winwood, David Rhodes. Nadworny gitarzysta Petera Gabriela, którego grę możemy podziwiać w trzech utworach na tym krążku. Znakomite, wręcz nokautujące gitarowe solo autorstwa Robbie McIntosha w środkowej części przynosi utwór „I don’t Believe In You” –  świetny tekst Marka Hollisa. W następnym „Life’s What You Make Is” zastosowano doskonały efekt swoistego rozproszenia zapętlonej i bardzo transowej warstwy rytmicznej. Na świetnych patentach rozkwita piękno „April 5th”; jednostajny motyw grany na tamburynie z wykorzystaniem pogłosu do którego dołącza delikatny fortepianowy podkład ubarwiany wraz z rozwinięciem kompozycji o bardzo delikatną i wysmakowaną partię saksofonu…  „Living In Another World”, przynosi świetny, zapętlony rytm, do tego rewelacyjne solo na harmonijce ustnej, którego przedłużeniem jest równie cudownej urody solo gitarowe, do tego w tle brzmienie organów Hammonda, a w końcówce tej wspaniałej kompozycji otrzymujemy jeszcze repryzę tematu granego przez harmonijkę ustną.   Piękna tu co nie miara i tyleż emocji!  Solowe partie wszystkich muzyków biorących udział w rejestracji tego albumu, to wzorcowy przykład ich niezwykłych umiejętności odczytywania zamysłu twórcy materiału. To się nazywa umiejętnością nadawania na tych samych falach, tożsamego odczytywania atmosfery kompozycji, umiejętności dostosowania swojego stylu do klimatu i potrzeb danej kompozycji – to umiejętność dostępna nielicznym!

„The Colour Of Spring” to wspaniałe świadectwo geniuszu kompozytorskiego i zmysłu estetycznego jego twórców;  to zdecydowanie jeden z najwspanialszych albumów rocka lat 80 – tych XX wieku! Niezrównany, zachwycający, niepodrabialny, wymykający się wszelkim próbom klasyfikacji gatunkowej… Dzieło Ponadczasowe! Wraz z tym albumem grupa TALK TALK wreszcie osiągnęła sukces komercyjny (bo ten artystyczny, nawet bez poparcia odpowiednią ilością sprzedanych egzemplarzy był niepodważalny!). Na pytanie niedowiarków: Czy płyta uchodząca za objawienie w latach 80 – tych ub. stulecia może jeszcze kogokolwiek intrygować w czasach nam współczesnych, odpowiadam bez namysłu: Rzeczy wielkie (w tym przypadku Wielka Muzyka), nigdy się nie zestarzeją i intrygować będą nie tylko nas, ale i kolejne pokolenia słuchaczy, a właściwie niewielki ich wskaźnik procentowy, gdyż to muzyka nie dla mas  (na szczęście/niestety)*!                                                                                                 * – niewłaściwe skreślić

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *