Recenzja #56 JULEE CRUISE “Floating Into The Night”

JULEE CRUISE “Floating Into The Night” ; 1989 Warner Bros Records

Jeśli miłośnik pokrętnych i nie dla wszystkich akceptowalnych dźwięków bierze na warsztat album taki, jak ten, gdzie króluje wokal piękny, a zaaranżowany specjalnie z myślą o nim dźwiękowy akompaniament tworzy doskonałą bazę dla wykreowania tej jedynej w swoim rodzaju oazy wyrafinowanego dźwiękowego piękna, to w grę wchodzą dwa warianty: albo piszący te słowa zmienia swoje dotychczasowe preferencje, co może (ale nie musi!) przyjść z wiekiem albo na dobre zadomowiła się ta pora roku, która do odbioru właśnie tego rodzaju dźwięków jest wprost wymarzona (słuszności tego stwierdzenia dowodzi chociażby wyznaczona przez wydawcę, raczej nieprzypadkowo, data premiery tego longplaya ustalona na dzień 21 września 1989 roku)? Ponieważ swoich preferencji muzycznych zmieniać nie zamierzam, bo i po co, skoro w żaden sposób nie zaburzają one procesu mojego okresowego zanurzania się – wedle uznania i w zależności od: samopoczucia, humoru, kaprysu, pogody… – w przeróżne muzyczne formy, które de facto stanowią składową tychże preferencji, stawiam na drugą opcję; w czym utwierdza mnie niezbicie widok za oknem – mamy jesień czy tego chcemy czy nie!

Zaręczam, że Julee Cruise wszyscy – jako tę skrzydlatą bohaterkę pewnej bajki z dziecięcych lat – znają i kochają, nawet jeśli w pierwszym momencie nie potrafią skojarzyć nazwiska tej wokalistki. Wszystko rozjaśnić powinno jedno bardzo pomocne i wszystko mówiące hasło: Twin Peaks! Tak, teraz pozostaje już tylko wywiedzenie zależności tych interesujących nas podmiotów. Otóż, ścieżka dźwiękowa do tego kultowego serialu z początku lat 90 – tych ubiegłego wieku zawiera 11 kompozycji. Spośród nich 8 to utwory instrumentalne, a jedynie w 3 (ale za to jakich!) usłyszeć możemy głos naszej bohaterki. I właśnie jeden z nich, „Falling” stał się jego tematem przewodnim. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić osobę, która przynajmniej raz w życiu z tym pięknym utworem się nie zetknęła, bo to właściwie niemożliwe. Ten temat przewija się bowiem w dalszym ciągu nawet w komercyjnych rozgłośniach radiowych, i to o różnych porach dnia, więc uciec od niego po prostu nie sposób! Ale związek wokalistki z tym tasiemcowym serialem jest o wiele silniejszy niż mogłoby się na pozór wydawać. Pomimo tego, iż nasz pomnikowy album firmowany jest imieniem i nazwiskiem wokalistki nie można nazwać go jej dziełem autorskim, gdyż za wszystko co na nim usłyszymy (oprócz linii wokalnych, rzecz jasna) odpowiedzialni są dwaj panowie: Angelo Badalamenti za aranżacje wszystkich umieszczonych na nim kompozycji oraz David Lynch – teksty wszystkich utworów, a ten sam tandem jest przecież odpowiedzialny za to, co usłyszymy na ścieżce dźwiękowej serialu „Miasteczko Twin Peaks”. Mało tego, omawiany album był nagrywany dokładnie w tym samym studio w którym soundtrack do filmu, zaś w sesji nagraniowej wzięli udział ci sami muzycy,… Wszystko zostało w rodzinie! Czyż można się zatem dziwić, że klimat obydwu materiałów jest do siebie łudząco podobny i emanuje tym samym niepodrabialnym mroczno – melancholijnym klimatem? Żeby jednak zachować układ chronologiczny związanych z tymi wydawnictwami poczynań jej twórców, należy zaznaczyć, iż pierwszeństwo w „tym związku” należy się właśnie Julee Cruise; to jako pierwsze na rynku fonograficznym ukazało się „Floating Into Night”, zaś muzyka filmowa do „Miasteczka Twin Peaks” z niemal rocznym  w stosunku do niej opóźnieniem. Wraz z nadejściem jesieni 1989 roku na rynku muzycznym pojawia się album „Floating Into The Night” i niespodziewanie nikomu wówczas nieznana wokalistka Julee Cruise okrzyknięta została za Wielką Wodą jednym z objawień owego roku! Na tym longplayu znajduje się 10 utworów utrzymanych dokładnie w tej samej niebiańskiej stylistyce, idealnie nadającej się do… nic nie robienia, relaksu, wyciszenia, wypoczynku połączonego z wpatrywaniem się w niebo – najlepiej gwiaździste i o zmroku! To wprost idealny muzyczny podkład dla marzycieli, a przecież każdy z nas od czasu do czasu lubi nim być, prawda? Trochę senna, urzekająca klimatem, marzycielska muzyka i wysoki ale bardzo lekki i zwiewny głos Julee sprawia, że oddajemy się mu we władanie bez reszty. Jeśli tylko pozwolicie się zniewolić tej niezwykle plastycznej, zwiewnej i ulotnej muzyce, to gwarantuję Wam, że niejeden jesienny wieczór z nią spędzicie! Już w otwierającym ten album utworze „Floating” Julee z właściwą sobie emocjonalną żarliwością, cudownym anielskim głosem tajemniczo szepcze: „Why don’t You come over to my house? Please.”, to – pomijając już zupełnie fakt, iż jako kobieta nie do końca spełnia moje kryteria kobiecego kanonu piękna, jest mi najzwyczajniej w świecie z tego powodu przykro, zaś sumienie wyrzuca to i owo. Najbardziej to, że za rzadko do tego albumu wracam. Cóż począć, skoro doba ma tylko 24 godziny, a pięknych, intrygujących i godnych przypominania płyt tak wiele. I ciągle (na szczęście!) pojawiają się zupełnie nowe (vide: świeżuteńki album naszego Riverside – „Wasteland”; cudowny, rewelacyjny, nieskończenie piękny,… magiczny! Od niemal miesiąca nie mogę się od niego uwolnić – i nie chcę! Oj będzie o czym za lat kilka pisać, oj będzie! Pod warunkiem wszakże, że Stwórca nie powoła, Naczelny nie odwoła, Czytelnik zaś nie wzgardzi!). Ale wracajmy do naszej Julee, której udało się z dziecinną łatwością wzbudzić we mnie poczucie winy i niemal natychmiast wykorzystuje tę sytuację by bez zbędnej celebracji zakomunikować: „Love has set our hearts aflame. Burn like the sun. We’re floating as one. Floating. Floating. Floating with You.” I co tu dużo mówić, sytuacja bardzo, ale to bardzo się komplikuje! Dobrze, że to ostatnie wersy tego tekstu i kompozycji zarazem, bo nie wiadomo czym mogłoby się to wszystko skończyć i w jakie rejony wybujałej wyobraźni rozbudzić? Pierwszy singiel z tego albumu „Falling” stał się wielkim przebojem. Jednak nie byłoby tego sukcesu, gdyby nie wspomniany już wcześniej tasiemcowy serial „Twin Peaks” w którym wykorzystano 3 (stanowiące element wspólny obu wydawnictw) utwory z opisywanego krążka: „The Nightingale”, „Into The Night”, i bodajże najbardziej z tej trójki znany „Falling”. Tak więc nie potrzebna była zupełnie w tym przypadku jakaś zmasowana, spektakularna akcja promocyjna – znowu magia ekranu zrobiła swoje! Badalamenti i Lynch mogą sobie pogratulować tak wspaniałego wyboru, bo któż inny potrafiłby tak pięknie zinterpretować ich utwory? A jak doszło do tej wyjątkowej kolaboracji?

Julee Cruise rozpoczęła swoją muzyczną edukację bardzo wcześnie, bo już w wieku 5 lat zaczęła grać na trąbce i pobierać lekcje gry na fortepianie, a w późniejszym czasie kontynuowała naukę w muzycznym college’u w rodzinnym Des Moines w stanie Iowa. I mimo, iż czyniła tam wyraźne i systematyczne postępy rozwój jej dalszej muzycznej ścieżki nieoczekiwanie przerwała śmierć ojca. Przerwała edukację muzyczną i wyjechała do Nowego Jorku z zamiarem zrobienia… kariery filmowej. Nie było to jednak takie łatwe do zrealizowania i wiodła do tego długa i kręta droga. Początkowo występowała i użyczała swojego głosu w reklamach telewizyjnych, z czasem otrzymała angaż w chórze jednego z muzycznych teatrów na Broadwayu. Jej pierwszą poważniejszą aktorską próbą była rola Janis Joplin w show zatytułowanym „Beehive”. W trakcie realizacji kolejnego programu „Boys In A Live Country Band” poznała znakomitego kompozytora Angela Badalamenti i właśnie ta znajomość otworzyła przed tą, wciąż jeszcze wówczas niespełnioną artystką, drzwi do dalszej kariery. Dzięki tej protekcji już wkrótce, konkretnie w 1987 roku, znany reżyser David Lynch zaprosił ją do zaśpiewania utworu „Mysteries Of Lovedo”, który możemy usłyszeć w znakomitym filmowym obrazie jego autorstwa, „Blue Velvet”. Następnie drogi tej dwójki skrzyżowały się w trakcie realizacji programu „Industrial Symphony No.1” w którym śpiewała. Wreszcie przyszedł czas na omawiany „Floating Into The Night” i  „Twin Peaks Soundtrack”. Fantastyczną muzykę do tego serialu napisał Angelo Badalamenti (otrzymał za nią Grammy Awards), zaś za słowa odpowiedzialny był David Lynch, a Julee „tylko” anielsko zaśpiewała.

Z pozoru muzyka wypełniająca krążek „Floating Into The  Night” może uchodzić za nieco monotonną i nudną ale jeśli się w nią dobrze wsłuchać, aż pęka w szwach od nadmiaru emocji zatopionych w tajemniczym, eterycznym, mrocznym klimacie. I właśnie ten niezwykły klimat, dominujący w tej subtelnej muzycznej wypowiedzi, przywodzi mi na myśl dokonania zespołów skupionych głównie w latach 80 – tych XX wieku wokół legendarnej, niezależnej brytyjskiej wytwórni 4AD. Myślę, że ta pozycja świetnie odnalazła by się w katalogu tego wydawcy obok takich grup, jak: Cocteau Twins, Dead Can Dance, Colourbox czy This Mortal Coil,…

K.F.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *